Po 3 latach w Irlandii wróciłem na nowe (stare) śmieci, tym razem nie Poznań tylko Międzyzdroje.
Małe szare miasteczko w którym wszyscy się znają. Miejsce w którym turyści zostawiają ogromne ilości pieniędzy, a ceny za wszystko są strasznie wygórowane.
Po pierwszych minutach w PL, człowiek zastanawia się kto tym wszystkim ludziom dał prawo jazdy... zero uprzejmości, zero poszanowania innych użytkowników drogi, wszyscy tylko gdzieś pędzą bez celu.
Tankowanie na stacji benzynowej jest kolejnym dla mnie szokiem 300,10zł MASAKRA!
Po odwiedzeniu pierwszego sklepu natrafia człowiek na sprzedawcę, który jest ta za karę. Czytając w jego myślach i minie wymalowanej na jego twarzy ma się wrażenie, że mówi do nas podświadomie: "Kupujesz albo spier..."
Przypomina mi się w tym momencie tekst na koszulce jaką widziałem w internecie:
"Udaję, że pracuję...
Oni udają, że mi płacą..."
Po kilku dniach człowiek zaczyna się przyzwyczajać do tego otaczającego nas "syfu"
Zaczyna się liczenie pieniędzy, które uciekają w astronomicznym tempie...
myślisz już o powrocie, o strefie EURO i o ludziach którzy szanują się bardziej (mimo iż to wszystko jest udawane, to człowiek tak się nie dołuje), nawet mijając kogoś na ulicy kogo nie znasz zostaniesz obdarowany sztucznym uśmiechem i słowami Hello, a tutaj zostaniesz obdarowany czym? miną mówiącą: żyję bo muszę...
Najtańszym sklepem w okolicy jest Netto gdzie np. sól kosztuje 3 razy mniej niż w zwykłym sklepie spożywczym Hmmm...
Największego szoku doznałem, gdy poszedłem do fryzjera po to by się tylko obciąć, koszt 30zł gdzie w Irlandii płaciłem 7EUR co wg kursu dzisiejszego dość wysokiego (1EUR=4.19zł) daje 29zł. Człowiek łapie się za głowę i myśli co jest grane, jak to możliwe? Jak tu żyć?
Teraz już wiem dlaczego ludzie mówią, że jedyne co ich w Polsce trzyma to grawitacja, przykre ale prawdziwe...
Znajomi ciągle mnie namawiają do powrotu, jednak chcę dać szansę Polsce...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz